.:Remi:.
- Ojciec, czyś ty już do reszty oszalał?! - Krzyczę.
- Umiem znaleźć sobie dziewczynę!
- Zanim ty sobie byś znalazł dziewczynę, to ja byłbym w grobie, a ty byś miał siwe włosy i brodę ! - Odkrzykuje ojciec.
- Kiedyś bym sobie znalazł - mamroczę.
- A zresztą , wiesz, że alfa stada musi
zaakceptować przyszłą żonę jego następcy? - Mówi tata, zarazem dając mi lekcję
tradycji sfory. - Inaczej stado w ogóle nie będzie się jej słuchać. Miałaby
przesrane w takim życiu, stałaby się niewidzialna dla grupy - szepta przerażony
do mnie.
- A skąd wiesz, że ona mi się spodoba? Jest
zmienna? Jaką ma postać ? Tygrysa? Sowy? - Mówię rozgorączkowany.
- E... Bo wiesz, Remi, to bardzo zabawna sprawa. - Śmieje się
nerwowo, nie patrząc mi w oczy. - Bo, bo... ona jest człowiekiem.
- Co?! Ty już kompletnie zwariowałeś – odpowiadam zrezygnowany. - Przecież ją trzeba
przeprowadzić przez cały obrzęd, jak się zmieniać, co robić...
- Alfa nie ma łatwo. Często jest tak, że alfa nie
znajduje wybranki dorównującej jemu wśród sfory ani w okolicach. Wtedy szuka
odważnej i mądrej kobiety w świecie ludzi, a później znaczy ją lub ktoś robi to
dla niego, i osobiście wprowadza ją w tajniki tego wszystkiego - mówi swoim
tonem osoby znającym się na wszystkim.
- Czemu mi nie powiedziałeś? - Pytam zrozpaczony. - Mogłem się na to
przygotować. Mogłem szukać wśród ludzi, a nie tylko w okolicznych stadach. A
tak, ja nawet jej nie widziałem! I co gorsze, nie wiem ile ma lat! - Jestem w
tym momencie przerażony wizją mojej dziewczyny. A jak jest okropnie brzydka? Albo ma czternaście lat?
- Nie bój się, Remi. Twój staruszek nie ma aż
takiego złego gustu - ojciec jest rozbawiony moim przerażeniem.
- To chociaż ją opisz. I co, już nie jesteś taki cwany, co? - Syczę gniewnie
w jego stronę.
- To się przygotuj na wspaniały opis, chłopczyku. Ekhem... Więc ma włosy jak
płomień palący się drewnem w środku ciemnego lasu, jej usta są jak pączek
kwitnącej róży...
- To znaczy jakiej? - przerywam mu.
- Pełne, ale nie za bardzo, takie w sam raz, o
kolorze dojrzałej brzoskwini. Rozumiesz, czy jesteś na to zbyt tępy? - Mówi
Joseph swoim prześmiewczym tonem w moją stronę.
- Tato, cicho i mów o niej dalej - mruczę nie
zwracając na komentarz o mojej niekompetencji zbyt dużo uwagi.
- Jej oczy są w kolorze soczystej trawy wiosną,
jej filigranowa figura wręcz prosi się o objęcie jej talii męskimi dłońmi... -
mówi swym rozmarzonym tonem.
- Stop, stop, stop! Nie chcę słyszeć twojego
opisu o reszcie jej ciała, bo to jednak moja dziewczyna, a nie twoja - prawie
krzyczę, nie chcąc wiedzieć, co ma do powiedzenia o innych częściach jej
figury.
- Dobrze, chłopczyku. Za niedługo się spotkacie –
oznajmia ojciec, odchodząc w stronę
wioski.
- Ojciec! A jak ma chociaż na imię i ile ma lat?
- krzyczę za nim po chwili myślenia.
- Ines, Remi! I ma siedemnaście! - Odkrzykuje do
mnie.
Czyli tylko
dwa lata młodsza ode mnie. I z jej imieniem w głowie, ruszyłem do zielarki.
- Dzień dobry, babciu! Jak się masz? Pomóc ci w
czymś? - Pytam rozbawiony, chociaż wiem, że zawsze coś ciężkiego do roboty mi
znajdzie.
- A jest coś, tylko chwilkę poczekaj, muszę się
zmienić i coś ci przygotować do roboty - odezwał
się dumny, gruby kot o ciemno rudym futrze z białymi pasmami wokół pyszczka.
- Dobrze, babciu. Czekaj, otworzę ci drzwi - krzyczę
i biegnę do drzwi. - Poczekam na dworze! - Wrzeszczę do zamkniętych drzwi, cichutko
śmiejąc się.
Kiedy tak stałem przed chatką babuni, zacząłem
się przyglądać wyglądowi domku i ogrodu. Chatka była stara, drewniana, z
krzywymi drzwiami i oknami. Dach był pokryty grubą warstwą leśnego mchu. Przed
domkiem była ławeczka, na której Olga przesiadywała, gdy musiała robić magiczne
napary i wiśniową nalewkę dla całej sfory. Jej wiśniówka była dobra na
wszystko. Na reumatyzm, na groźne rany odniesione w potyczkach z innymi stadami
i na problemy z pamięcią. Babka była znana w okolicznych wsiach. Dawała napary
na problemy ze snem, na kolkę u dzieci i wiele innych.
Ogród wydawał się zaniedbany, ale kiedy bliżej
się przyjrzeć, wcale taki nie był. Róże są przycięte, kamienna dróżka od
starego płotu do domu jest dokładnie zamieciona, ławeczka została niedawno
odmalowana na ciemnobrązowy kolor. Tylko trawa wyglądała, jakby to było dzikie pole, a nie podwórko.
- To tak, po pierwsze skosisz trawę i ją
wysuszysz, a potem zaniesiesz ją do tej wdowy po Petrenko. Po drugie, pomalujesz mi płot, twój ojciec się go czepia, chociaż nie wiem czemu. A po
trzecie, zawieziesz trzy nalewki do ciebie do domu - wyrzuciła jednym tchem, wychodząc z domku.
- Tyle? - Pytam sarkastycznie.
- Jutro będzie więcej - odpowiada złośliwie Olga.
- Co niby trzeba będzie zrobić? - Pytam
zdziwiony, wiedząc, jak mało roboty jest
przy jej domku.
- Trzeba przygotować wieś na przyjście
następczyni samicy alfa, chłopcze. Dlatego zawołasz Artura, Dmitriego, Sonię, Tatianę
i Josepha. A ja pochodzę i zbiorę ludzi z wioski - mówi zdziwiona moim
niedoinformowaniem.
- Całą wieś trzeba przygotować? - Pytam siebie
przerażony, bo babcia już poszła robić swoje magiczne napary.
***
Szczerze mówiąc, myślałam, że będzie więcej koloru czerwonego xD
Za poprawki dziękuję Limonce.
***
Szczerze mówiąc, myślałam, że będzie więcej koloru czerwonego xD
Za poprawki dziękuję Limonce.
KOCHAM KOCHAM KOCHAM!!!
OdpowiedzUsuńKiedy następny rozdział?
~M
Jeśli chciałabyś być na bierząco informowana, bez codziennego wchodzenia na bloga to polub fan page na facebook'u ;)
UsuńO Boże o Boże o Boże o Boże o Boże o Boże o Boże !!! Super rozdział,z niecierpliwością czekam na następny ^^
OdpowiedzUsuń