Music

piątek, 15 maja 2015

Rozdział 2

.:Remi:.
- Ojciec, czyś ty już do reszty oszalał?! - Krzyczę. - Umiem znaleźć sobie dziewczynę!
- Zanim ty sobie byś znalazł dziewczynę, to ja byłbym w grobie, a ty byś miał siwe włosy i brodę ! - Odkrzykuje ojciec.
- Kiedyś bym sobie znalazł - mamroczę.
- A zresztą , wiesz, że alfa stada musi zaakceptować przyszłą żonę jego następcy? - Mówi tata, zarazem dając mi lekcję tradycji sfory. - Inaczej stado w ogóle nie będzie się jej słuchać. Miałaby przesrane w takim życiu, stałaby się niewidzialna dla grupy - szepta przerażony do mnie.
- A skąd wiesz, że ona mi się spodoba? Jest zmienna? Jaką ma postać ? Tygrysa? Sowy? - Mówię rozgorączkowany.
- E... Bo wiesz,  Remi, to bardzo zabawna sprawa. - Śmieje się nerwowo, nie patrząc mi w oczy. - Bo, bo... ona jest człowiekiem.
- Co?! Ty już kompletnie zwariowałeś – odpowiadam  zrezygnowany. - Przecież ją trzeba przeprowadzić przez cały obrzęd, jak się zmieniać, co robić...

- Alfa nie ma łatwo. Często jest tak, że alfa nie znajduje wybranki dorównującej jemu wśród sfory ani w okolicach. Wtedy szuka odważnej i mądrej kobiety w świecie ludzi, a później znaczy ją lub ktoś robi to dla niego, i osobiście wprowadza ją w tajniki tego wszystkiego - mówi swoim tonem osoby znającym się na wszystkim.
- Czemu mi nie powiedziałeś? - Pytam zrozpaczony. - Mogłem się na to przygotować. Mogłem szukać wśród ludzi, a nie tylko w okolicznych stadach. A tak, ja nawet jej nie widziałem! I co gorsze, nie wiem ile ma lat! - Jestem w tym momencie przerażony wizją mojej dziewczyny. A jak jest okropnie brzydka? Albo ma czternaście lat?
- Nie bój się, Remi. Twój staruszek nie ma aż takiego złego gustu - ojciec jest rozbawiony moim przerażeniem.
- To chociaż ją opisz. I co, już nie jesteś taki cwany, co? - Syczę gniewnie w jego stronę.
- To się przygotuj na wspaniały  opis, chłopczyku. Ekhem... Więc ma włosy jak płomień palący się drewnem w środku ciemnego lasu, jej usta są jak pączek kwitnącej róży...
- To znaczy jakiej? - przerywam mu.
- Pełne, ale nie za bardzo, takie w sam raz, o kolorze dojrzałej brzoskwini. Rozumiesz, czy jesteś na to zbyt tępy? - Mówi Joseph swoim prześmiewczym tonem w moją stronę.
- Tato, cicho i mów o niej dalej - mruczę nie zwracając na komentarz o mojej niekompetencji zbyt dużo uwagi.
- Jej oczy są w kolorze soczystej trawy wiosną, jej filigranowa figura wręcz prosi się o objęcie jej talii męskimi dłońmi... - mówi swym rozmarzonym tonem.
- Stop, stop, stop! Nie chcę słyszeć twojego opisu o reszcie jej ciała, bo to jednak moja dziewczyna, a nie twoja - prawie krzyczę, nie chcąc wiedzieć, co ma do powiedzenia o innych częściach jej figury.
- Dobrze, chłopczyku. Za niedługo się spotkacie – oznajmia ojciec, odchodząc w stronę wioski.
- Ojciec! A jak ma chociaż na imię i ile ma lat? - krzyczę za nim po chwili myślenia.
- Ines, Remi! I ma siedemnaście! - Odkrzykuje do mnie.
Czyli tylko dwa lata młodsza ode mnie. I z jej imieniem w głowie, ruszyłem do zielarki.
- Dzień dobry, babciu! Jak się masz? Pomóc ci w czymś? - Pytam rozbawiony, chociaż wiem, że zawsze coś ciężkiego do roboty mi znajdzie.
- A jest coś, tylko chwilkę poczekaj, muszę się zmienić i coś ci przygotować do roboty - odezwał się dumny, gruby kot o ciemno rudym futrze z białymi pasmami wokół pyszczka.
- Dobrze, babciu. Czekaj, otworzę ci drzwi - krzyczę i biegnę do drzwi. - Poczekam na dworze! - Wrzeszczę do zamkniętych drzwi, cichutko śmiejąc się.
Kiedy tak stałem przed chatką babuni, zacząłem się przyglądać wyglądowi domku i ogrodu. Chatka była stara, drewniana, z krzywymi drzwiami i oknami. Dach był pokryty grubą warstwą leśnego mchu. Przed domkiem była ławeczka, na której Olga przesiadywała, gdy musiała robić magiczne napary i wiśniową nalewkę dla całej sfory. Jej wiśniówka była dobra na wszystko. Na reumatyzm, na groźne rany odniesione w potyczkach z innymi stadami i na problemy z pamięcią. Babka była znana w okolicznych wsiach. Dawała napary na problemy ze snem, na kolkę u dzieci i wiele innych.
Ogród wydawał się zaniedbany, ale kiedy bliżej się przyjrzeć, wcale taki nie był. Róże są przycięte, kamienna dróżka od starego płotu do domu jest dokładnie zamieciona, ławeczka została niedawno odmalowana na ciemnobrązowy kolor. Tylko trawa wyglądała,  jakby to było dzikie pole, a nie podwórko.
- To tak, po pierwsze skosisz trawę i ją wysuszysz, a potem zaniesiesz ją do tej wdowy po Petrenko. Po drugie, pomalujesz mi płot, twój ojciec się go czepia, chociaż nie wiem czemu. A po trzecie, zawieziesz trzy nalewki do ciebie do domu - wyrzuciła jednym tchem, wychodząc z domku.
- Tyle? - Pytam sarkastycznie.
- Jutro będzie więcej - odpowiada złośliwie Olga.
- Co niby trzeba będzie zrobić? - Pytam zdziwiony, wiedząc,  jak mało roboty jest przy jej domku.
- Trzeba przygotować wieś na przyjście następczyni samicy alfa, chłopcze. Dlatego zawołasz Artura, Dmitriego, Sonię, Tatianę i Josepha. A ja pochodzę i zbiorę ludzi z wioski - mówi zdziwiona moim niedoinformowaniem.
- Całą wieś trzeba przygotować? - Pytam siebie przerażony, bo babcia już poszła robić swoje magiczne napary.

***
Szczerze mówiąc, myślałam, że będzie więcej koloru czerwonego xD
Za poprawki dziękuję Limonce.

3 komentarze:

  1. Anonimowy2/1/14 21:45

    KOCHAM KOCHAM KOCHAM!!!
    Kiedy następny rozdział?
    ~M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chciałabyś być na bierząco informowana, bez codziennego wchodzenia na bloga to polub fan page na facebook'u ;)

      Usuń
  2. O Boże o Boże o Boże o Boże o Boże o Boże o Boże !!! Super rozdział,z niecierpliwością czekam na następny ^^

    OdpowiedzUsuń

Piszcie, że czytacie, że jesteście obecni.
Piszcie rady do rozdziału to będzie o wiele lepszy.